Strona:Helena Mniszek - Czciciele szatana.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

razem i dowód twojej we mnie ufności. Rozumiemy to oboje i jestem dumny z ciebie.Jestem silny i ty silna, boś ty mój duch wybrany.
Uniesiona wdzięcznością dla niego, uczuciem, czcią, chwyciła jego dłoń i przywarła do niej ustami. Nie mówiła nic i on milczał, lecz oboje czuli, że w harmonijnym akordzie ich duchowego zespolenia, przybył nowy, bardzo wzniosły ton. Oboje z dumą myśleli, że siła ich stanęła na najwyższym pjedestale, oboje musieli się czcić, bo czystość ich sojuszu była osiągnięta. Miłość ich stała się górną, wyrosła ponad poziom pospolitych ludzkich namiętności.
Po długiej chwili zapatrzenia się w swą duchową ekstazę, dostrzegli nagłą ciemność w pokoju. Różowy brzask zniknął ze stiukowych ścian. Wyszli na balkon. Wulkan przygasał.Już tylko pojedyncze wężowe zygzaki iskier pryskały w górę i marły w czarnej topieli nocy.Świat okrył się znowu sino-szarą ćmą.
Nieśmiało, jakby wystraszony wyłaniał się z poza gór Apeninów, blady sierp księżyca, drgał leciuchno na wodach zatoki, jakby badając czy Czciciele szatana.