Strona:Helena Mniszek-Ordynat Michorowski.pdf/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się ku sobie. Nareszcie stanęli przed domem, gdzie mieścił się znany kabaret. Ordynat kazał zwolnić. Mijał Bodzia, sunąc stępa po świetlistym szlaku, od lamp elektrycznych.
Bodzio z wdziękiem pomógł wysiąść swej damie, i razem weszli do środka gmachu, powitani głębokim ukłonem szwajcara. Sanki nie opłacone, w oczekiwaniu stanęły opodal.
Waldemar usłyszał jeszcze raźny głos stangreta remizowego do stojących doróżkarzy.
— Będę czekał do rana nim się ta oni nacieszą; dadzą się człowiekowi wyspać.
Zaczął się pakować do środka sań, okrywając nogi futrem.
Ordynat pojechał dalej.
Na estradzie w sali rzęsiście oświetlonej śpiewała drastyczne kuplety młoda niemeczka. Obcisła suknia, naszyta świecidłami, okrywała ją prawie od pasa do kolan, przy których burzyły się falbany gazowe. Ruchy i wyraz twarzy miała cyniczne. Zmysłowo błyskała dużemi zębami z poza grubych, ukarminowanych warg. Oczyma uplastyczniała strofki śpiewek bezwstydnych.
Bohdan ze swą towarzyszką usiedli przy stoliku blisko estrady. Podsunęło się do nich dwóch znajomych młodzieńców, sławnych turystów zakulisowych. Bohdan zaprosił ich do kolacji. Rozpoczęła się zabawa.
W jednej z bocznych lóż, ukryty za firanką, Waldemar Michorowski z daleka przyglądał się kuzynowi. Prawie tuż obok loży, na sali, przy stoliku, siedziało dwóch mężczyzn, rozmawiając z sobą dość głośno.
Ordynat widział rozbawioną twarz Bodzia, patrzał na zalotne uśmieszki primabaleriny, ale nie słyszał słów. Od czasu do czasu jakiś dowcip wywoływał tam burzę śmiechu, piękna dama ogniściej błysnęła oczyma lub też robiła skromną, niewinną minkę, a Bodzio zawadjacko zaglądał jej w twarz.
— Patrz pan, jak to germańskie bydlątko obnażyło się - mówił jeden z panów przy stoliku obok loży.
Wskazał na kłaniającą się szansonistkę.
— Za co jej brawo dają? — rzekł drugi. — Ma głos ciężki, jak jej narodowa kiełbasa z grochem.
— Ale za to kształty jak z ciosanego marmuru: nogi... albo biust...
— Et! jaki tam marmur!... piaskowiec, pobielony wapnem. Wszystko to, panie, rozlazłe, tylko szkielet jak nadreńskiego ma-