Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W przeciwnym razie wydaje się za dalekim lub za blizkim. — Swoją drogą, kości mi trzeszczą.
PIPPA (bojażliwie): Michaś, czyż nie powinniśmy temu staremu, serdecznemu człowiekowi choć trochę być wdzięczni? sadzisz, że nie?
HELLRIEGEL. Jakto?
PIPPA. Uratował nas przecież od zmarznięcia!
HELLRIEGEL. Od zmarznięcia? to teraz Michała nic nie obchodzi! — Właśnie gdybyśmy byli ominęli to schronisko, tobyśmy już teraz byli dobre dziesięć mil dalej. Pomyśl Pippa, dziesięć mil bliżej celu! Kto taki cudowny węzełek posiada i niedwuznaczny znak, że się jest do czegoś powołanym... co najmniej do wyszukania szkła plastycznego!
WANN. Śmiejesz się mała: wierzysz mu? (Pippa patrzy z ufnością na Wanna i potakuje przekonywująco główką). Tak!? w każdym razie mówi tak, że wzbudza zaufanie! — No, pogwarzcie sobie, nie krępuję was! — (Siada za stołem z książkami obserwując jednak pilnie oboje, przerzuca przytem kartki wielkiej księgi).
PIPPA (tajemniczo): Oglądnijno się, Michaś, gdzie my jesteśmy!
HELLRIEGEL. W zupełnie stosownem miejscu, jak mi właśnie na myśl przychodzi! Najzupełniej dobrze nić nas tu zaciągnęła. Nie uważałaś jak nieustannie naprzód wyciągała nas z wichrzycy?
PIPPA. To była lina starego, Michaś!
HELLRIEGEL. I, nie jest to tak, jak sobie odrobinko, myślisz! Musieliśmy tak, czy tak dostać się tu wreszcie Przedewszytkiem przy wspinaniu widzia-