Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


WANN. Z jakim się tu starym, potężnym czarownikiem ma do czynienia?
DYREKTOR. Rozumie się, całkiem słusznie! Rozkoszna, złudna igraszka w świecie! — (Trzecim palcem pukając w czoło Helriegela) Ty, jeśli się przebudzisz, to zapukaj potem do nieba, może ci kochany Pan Bóg powie: proszę! — Adie! a rozetrzyjcie na nowo do życia Michała! (W drzwiach) Życzę prócz tego dobrego apetytu! pomogło! jestem uzdrowiony! — Juhu! Kostusiu, grób otwórz!
(Słychać jak drzwi od sieni się otwierają — na polu kilka razy rozbrzmiewa „juhu“ dyrektora).
HELLRIEGEL (otwiera oczy, wyskakuje i również woła): Juhu! — juhu, mamy więc małą Pippę!
WANN (zdumiony, ucieszony cofa się) Aj! co to, jeśli można zapytać mamy?
HELLRIEGEL Ach tak, mała Pippo, nie jesteśmy sami! Powiedzno skąd się tu wziął tak nagle ten stary?
PIPPA (trwożliwie cicho): Ach, nie miałam już innej rady!
HELLRIEGEL. Ale wspaniale było, co? nie lubisz tak w burzę i wiatr na szczyt się drapać? wesoło naprzód, ręka w rękę?
WANN. A gdzież to idziecie, jeśli spytać wolno?
HELLRIEGEL. Mój stary, któż widział być takim ciekawskim? A czy ja ci się pytam, czemu ty tu na szczycie gnijesz i ogrzewasz się, pieczone jabłka jedząc? —
WANN. No masz szaławiłę drogie dziecię!
HELLRIEGEL. Iść, ciągle iść, a o celu nie myśleć!