Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łem ciągle światło. Gdybym nawet jednak tego światła nie widział, to i tak jakaś nieprzezwyciężona siła we mnie ciągnęła mię pod ten uchronny dach!
PIPPA. Tak się cieszę, że jesteśmy już bezpieczni, a mimo to: ciągle się jeszcze troszeczkę boję!
HELLRIEGEL. Czego się boisz?
PIPPA. Nie wiem czego! — czy drzwi dobrze zamknięte?
WANN (który to usłyszał): Zamknięte dobrze!
PIPPA (z prostotą, niewinnie do Wanna): Ach, panie, wy jesteście dobrzy, widać to po was! ale mimo to... prawda, Michaś?... musimy iść dalej!
WANN. Czemu? jest kto na waszym tropie?
HELLRIEGEL. Nikt! żaden przynajmniej, któryby nas niepokoił! ale jeśli chcesz iść dalej, to chodź, mała Pippo!
WANN. Myślicie rzeczywiście, że was puszczę?
HELLRIEGEL. No naturalnie! a w jaki sposób by nas pan przytrzymał?
WANN. Nie zbywa mi na podobnych środkach! — Nie pytam cię, gdzie idziesz! gdzie się wybrałeś z tą małą, spłoszoną ćmą, która obok mojej lampy przeleciała! przez noc jednak zostaniecie u mnie.
HELLRIEGEL (staje szeroko w środku pokoju): Hola, hola! tu jeszcze ktoś jest!
WANN. Kto wie, co ty za ptaszek jesteś! może dobrze jeden z takich, co to ciągną, aby się grabić nauczyć: w takim razie bądź cierpliwy, nauczysz się tego jeszcze!
HELLRIEGEL Tylko swobodnie, wujaszku, dom je-