Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


innym razem; dziś jakoś nie mam cierpliwości. Mam co innego na myśli..
WANN (wznosząc szklankę). Pewnie kochane dziecko z Murano!
DYREKTOR. Niech będzie! ale skąd pan wie o tem?
WANN. Nacóż ma się tysiąc metrów wysokie, średniowieczno-niemieckie obserwatorium? na cóż ma się lunetę z własnoręcznie zrobioną soczewką w środku? no i czyżby nie można czasem spoglądnąć na ten stary, podksiężycowy świat i dzieci jego na palcach zobaczyć? Wreszcie jeśli but nie uciska: nie daje się go do szewca!
DYREKTOR. Dobrze! jeśli pan już jest rzeczywiście takim piekielnym fizykiem, — pańskie szewstwo tymczasowo na bok! dodaję tylko, że but na wielu miejscach mię uciska! — ale proszę mi łaskawie powiedzieć: co to dzisiaj nocą stało się w szynku starego Wendego?
WANN. Pewnego wiocha przebito!
DYREKTOR. Za czem pan patrzy w książce?
WANN. Wreszcie przecież przyda się registrator!
DYREKTOR. A jest coś o tem wyraźniej zanotowane?
WANN. Przypadkowo: nie.
DYREKTOR. A więc, przecież na nic pańska luneta i cenne foliały! — Nie mogę sobie tego darować! — Dlaczego lepiej nie uważałem! Za wszystko w świecie chciałem ją od tego psa wydostać..!. Tak to czasem się przydarza, jeśli się jest rzeczywiście zanadto uczuciowym!
(Zrywa się i przechodzi się po pokoju; wreszcie staje