Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


WANN. Jakto? Se tu sarei solo tu sarei tutto tuo. A nuda jest tam, gdzie Boga niema!
DYREKTOR. Toby mi nie wystarczało, mistrzu! Ja zawsze pragnę zewnętrznego powabu.
WANN. Przecież to, co rozkosz największej czci w ciągiem wahaniu utrzymuje, jest nią właśnie.
DYREKTOR. Tak, tak, już dobrze! tymczasem zaś ja, pominąwszy lata moje, muszę zawsze pragnąć czegoś młodego, wesołego i pełnego życia.
WANN. To tak na przykład, jak te oto chrząszczyki majowe. Przez całą zimę mam je tu u siebie na stole, dla towarzystwa, pomiędzy wszelkiego rodzaju zabawkami. Niechno się pan przypatrzy takiemu stworzonku. Jeśli to robię, słyszę wyraźnie jak drży przestworze! Spotka to pana, to pan ogłuchnie.
DYREKTOR. Tego zwrotu to już zupełnie nie rozumię
WANN. Zupełnie proste: to oto zwierzątko na moim palcu nie wyczuwa ani mnie ani pana. A przecież jesteśmy tutaj i wkoło nas świat, ograniczony w swoim obrębie, a niedający się uchwycić. Nasz świat leży poza jego zmysłami. Proszę pamiętać, co po tamtej stronie naszego świata leży! Czy mogłoby panu, naprzykład oko powiedzieć, jak szemrze strumyk, lub trzaska chmura? że tak jest nie dowiedziałby się pan nigdy, gdyby pan zmysłu słuchu nie miał. A gdyby pan znowu, najczujniejszy choćby słuch posiadał: to przecież nigdyby pan nie poznał wspaniałych na firmamencie rozbrzasków!
DYREKTOR. Dziękuję za wykład! posłucham może