Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dowolonym w śniegu i lodzie zrezygnowanie szczęśliwym, jak ty, mistrzu Wannie! Bez trosk o chleb powszedni, bez kłopotów i żony — wysoko ponad wszystkiemi głupstwami, które każdego z nas o ból głowy przyprawiają, zatopiony tak w głębokich studyach, że pni leśnych nie widzisz: to rzeczywiście wymarzone chyba położenie!
WANN. Widzę, że moja charakterystyka w pańskiej dyrektorskiej duszy czasem się jeszcze waha. Najpierw wydaję się panu mistyczną postacią, która pałac w Wenecyi posiada, to znowu starym majorem na pensyi, który bezplanowo resztę starości przejada.
DYREKTOR. Tak, niesłychanie właśnie jest trudno wyrobić sobie o panu właściwy sąd!
WANN. Jonatan, pozaświecaj lampy! być może trochę lepiej przejrzy mię pan przy świetle!
(Chwila milczenia — niepokój dyrektora wzrasta)
DYREKTOR. Właściwie naco pan rok rocznie tu czeka, Wannie?
WANN. Na różne rzeczy!
DYREKTOR. No, naprzykład?
WANN. Na wszystko, co kompas przynosi na chmury, wonie, kryształy z lodu! na bezgłośny, krzyżowy krzyk błyskawic! na mały płomień, co z gruby bucha! na śpiewy konających w wodnych topielach! na błogosławiony mój koniec! na nowy początek i wtopienie się w inne muzykalno-kosmiczne braterstwo.
DYREKTOR. A nie jest panu czasem, tak samemu ze sobą, nudno?