Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


PIPPA. Michaś, nie, nie rób tego, Michaś!
HELLRIEGBL. Pewnie! — albo, przeze mnie zaczniemy razem nowe, inne życie! oddajmy się tylko sobie wzajemnie i rwijmy w świat! rzeczywistością się, Pippo, spoimy! dobrze? ty ze mną, a z tobą ja! nie!: nie mogę tego nawet wymówić, bo przecież ty, jak kwiat pachnący na łodydze wątłej, krucha jesteś! przestańmy dziecino, dosyć fantazyi! — (Bierze swój tobołek i umocowuje go sobie). Tu w tobołku jest schowek. Uważaj: w nim, Michał Hellriegel ma realny spadek matczynego dowcipu we wszystkich wypadkach na świecie. (Trzyma małą szkatułkę). Praktyczne! w środku same praktyczne rzeczy! najpierw to otóż to jest czarodziejska wykałaczka! widzisz: postać ma miecza; możesz tem smoki i olbrzymy przebijać! — Tu, w tej flaszeczce, mam eliksir, z którego potem damy się trochę temu plugastwu napić: tak zwany trunek senny, nieoceniony na czarowników i olbrzymów! — Tu, ot taka sobie zwyczajna, mała szpulka nici; ale jeśli jeden koniec tu przywiążesz, natychmiast szpulka przed tobą toczyć się poczyna, skacze przed tobą jak biała myszka i jeśli ciągle za nicią idziesz, dojdziesz na pewno tam, gdzie pragniesz. — Mam tu jeszcze malutki, taki dla lalek stoliczek: ale to Pippo, nic nadzwyczajnego nie oznacza: ot tylko „stoliczku — nakryj się.“ No, zuch ze mnie; masz do mnie zaufanie?
PIPPA. Michaś, ale ja tego wszystkiego nie widzę!
HELLRIEGEL. Czekaj, to muszę cię wprzódy wybadać!