Strona:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i ciebie nie było, kiedy wróciłem... to znaczy wróciliśmy z umierającym Włochem; nie znalazłem cię na dole, a nie chciałem już iść do jego sypialnej izby. — Byłbym go jeszcze o ciebie pytał, no ale on już włoskiej swojej mowy na wieki zapomniał!
PIPPA. Chodź, natychmiast trzeba stąd uciec! Ach, nie opuszczaj mię!
HELLRIEGEL Nie! Oto możesz być zupełnie spokojna, nie opuścimy się wzajem już nigdy. Kto raz, tak jak ja złapał ptaka, ten mu już tak prędko uciec nie pozwoli. A więc, Pippa, siadaj, uspokój się! musimy najpierw rozglądnąć się w naszej sytuacyi! tak żeby niczego nie przeoczyć!
(Uwalnia się miękko z jej uścisku, z rycerską galanteryą i szacunkiem ujmuje mały jej palec, dwowa swoimi palcami i prowadzi ją do małego stołeczka; Pippa siada).
HELLKIEGEL (stoi przed Pippą, z fantastycznym gestem). A więc, jastrząb cię porwał — domyślałem się tego jeszcze w tej leśnej knajpie — odbiwszy cię fałszywemu czarodziejowi; a ponieważ jestem podróżującym artystą, w tej chwili chęć się we mnie zrodziła: uwolnić cię; natychmiast też puściłem się bez planu w pogoń.
PIPPA. Skąd więc przychodzisz? Kto ty jesteś?
HELLRIEGEL. Syn owdowiałej owocarki — Hellriegel.
PIPPA. No a skąd przychodzisz?
HELLRIEGEL. Z wielkiego, kiełbasianego kotła naszego pana.
PIPPA (śmieje się serdecznie). Jak ty to śmiesznie mówisz
HELLRIEGEL. Tem się też zawsze odznaczałem.