Strona:Gabryela Zapolska-Skiz.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
lulu.

Nadzwyczajne! Co za viveur! Rozpozna natychmiast

Muszka chwyta ubrania i ucieka z niemi, pozostawiając drobiazgi.
tolo.

Dokąd kuzynko, dokąd?

lulu.

Proszę nie psuć zabawy.

tolo.

Więc znów coś nowego?

lulu.

Ciągle... Ostatnią moją nowością będzie (z ukłonem) moja śmierć. Do tej chwili zawsze na usługi mego pana i władcy.

tolo.

Melancholia!

lulu, wskazując na zapadającą noc.

Nocy letnich. Bzów rozkwitłych wonne czary.

tolo.

Zawsze pełna uroku.

lulu.

A ty pełen pobłażliwości i galanteryi.

tolo.

Skądże pobłażliwości?

lulu.

Potrzebuję jej... urodziłam się parę lat zawcześnie.