Strona:Gabryela Zapolska-Pani Dulska przed sądem.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszak dziś środa, nie sobota. W sobotę myje się szyję i uszy i „do pół pasa“. O tem wszyscy porządni ludzie wiedzą.
Westchnęła ciężko pani Dulska, cofnęła się do kuchni, policzyła na stolnicy rodzynki, które sługa miała wsypać w ciasto, i poszła do pokoju zanotować ich ilość. Gdy przy stole podadzą leguminę, Felicyan i dzieci muszą zaraportować, ile rodzynków każde na swoję porcyę dostało. Pani Dulska zaś zsumuje ogólną liczbę i porówna z wyżej wypisaną. W ten sposób pani Dulska przekona się, żali Anna jest uczciwą, żali nie.
Lecz do kokotki można było zastosować doskonale przysłowie:
Dać kurze grzędę...
Matylda Sztrumpf nie chciała zrozumieć taktu i delikatnej wyższości w postępowaniu pani Dulskiej. Przeciwnie.
Zdawało się, że wciąga panią Dulską w jakiś skandal. Rozpasała się poprostu. Coraz głośniejsze wrzaski wylatywały przez okna sypialni. W tualecie swej „prywatyzująca“ zaniechała wszelkich tajemnic. Kąpiele słoneczne przeniosła z głębi swych barwnych komnat na ganek. Początkowo wiewały na jej ciele peniuary z rękawami, zamiatającemi pył z pod jej stóp. Lecz i te peniuary zostały uznane za zbyteczne. Matylda Sztrumpf wygrzewała swe białe plecy bez osłon tuż przy „balaskach“ gankowych. Pani Dulska cierpiała na ten widok i podciągała pod swój podbródek barchany i welwety.