Strona:Gabryela Zapolska-Pani Dulska przed sądem.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ze zdwojoną energią siekała preparaty, z których miał być fałszywy zając na niedzielne uroczystości familijne.

...Matylda Sztrumpf żuła suszone śliwki, plując wdzięcznie pestki w stronę pomieszkania samej gospodyni.

Lecz ten łomot tasaka nie uspakajał Matyldy Sztrumpf. Przeciwnie, jakby ją podniecał. Coraz silniej spadały z niej koronki, a halka jaskrawa z pomarańczowej tafty cudem czepiała się bioder, ledwo okrytych batystową koszulą. Matylda Sztrumpf żuła suszone śliwki, plując wdzięcznie pestki w stronę pomieszkania samej gospodyni. Gardłowym, wypłukanym przez koniaki głosem, nuciła melancholijnie pieśń o małym trottlu i biła, jak kopytami, dużemi nogami o deski ganku.
Zawieszona tak między niebem a ziemią, siała dokoła zgorszenie i niepokój, ujawniała tajemnicę swej rozpusty i hańbiła na wiek wieków dobrą reputacyę kamienicy Felicyanowej Dulskiej. Lecz mało było tego.
Matylda Sztrumpf od pewnego czasu była w rozterce ze starym żydem, który przecież służył jej wiernie, dyskretnie i zręcznie.
Co chwila rozlegały się nieludzkie wrzaski, wymysły bogate, wiedeńsko-czer-