Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rachunek za płaszcz pokapany woskiem ze świecy, przy której pisałem późną nocą, w karetce pędzącej co koń wyskoczy“. A dalej: „Często pisywałem do druku ważne sprawozdania ze stenograficznych notatek. Rzecz wymagała najściślejszej dokładności. Najdrobniejsza omyłka mogła być bardzo kompromitującą dla młodego sprawozdawcy. Pisywałem na dłoni, przy niepewnem świetle latarni, w karetce pocztowej zaprzęgniętej czwórką koni. Pędziliśmy w ponurą ciemność nocy, poprzez dzikie okolice, ze zdumiewającą na owe czasy szybkością piętnastu mil na godzinę“. Życie Dickensa płynęło w takt tej nocnej gonitwy. Cały rozmach swych podróży zobrazował on później, z właściwą sobie przesadną wyobraźnią, opisując jazdę Jonasza Chuzzlewita w czasie burzy.
Podczas tego okresu, a prawdopodobnie już znacznie wcześniej, twórcza strona umysłu Dickensa była gorączkowo podniecona. Jeszcze jako mały chłopiec pisywał dla własnej zabawy szkice o ludziach, z którymi się stykał. Między innemi pisał o golibrodzie swego wuja, którego głównym dziwactwem było rozmyślanie nad tem co Napoleon powinien był zrobić w kwestjach taktyki wojennej. Cały notatnik miał zapełniony tego rodzaju szkicami i to nie tylko szkicami osób, lecz i szkicami miejscowości, które według niego miały nieraz więcej cech indywidualnych niż ludzie. W grudniu 1833 r. wydał jeden z tych fragmentów w „Old Monthly Magazine“, a następnie