Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wspanialszej sali w zakładzie Johnsona „Boeuf à la mode“ na Clare Court, Drury Lane. Obstalowałem sobie dumnie małą porcję „boeuf à la mode“ i zjadłem ją zagryzając swoim chlebem. Nie wiem co pomyślał kelner o dziwacznej małej zjawie, która przyszła samopas. Pamiętam, że wpatrywał się we mnie ze zdumieniem kiedy jadłem, i zawołał na kolegę, aby się z nim podzielić wrażeniami. Dałem mu pół pensa, a teraz przykro mi że przyjął ten napiwek.
Przyszłość przedstawiała się chłopcu coraz posępniej. Właściwie to zdanie nie odzwierciadla prawdziwego położenia, bo według odczucia chłopca nie było to pogorszenie istniejącego stanu rzeczy; była to raczej nieodwołalność cichej klęski, coś jak zapadanie zmierzchu i ciemności. Miał wrażenie że umrze i będzie pochowany w czernidle. Zdaje się że rodzicom opowiadał mało o swych przeżyciach: pędzili oni napewno weselsze życie w więzieniu aniżeli Dickens na wolności. Skrytość dzieciństwa jest najwięcej tajemniczem i niewytłumaczonem ze wszystkich dziwactw, jakiemi człowiek wykazuje swą bezrozumność. Dowiadujemy się o okrucieństwach popełnianych w niektórych szkołach i fabrykach od dziennikarzy, od inspektorów, od lekarzy, nawet od skruszonych nauczycieli i pracodawców, lecz przenigdy od ofiar — od samych dzieci. Widocznie żywą istotę powinno się kształcić, jak w sztukach pięknych, w sztuce krzyczenia kiedy