Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do jedwabiu przetykanego czernią i purpurą, do jedwabiu przetykanego rozpaczą i radością. Przyjemności i małe dziwactwa Dickensa, widziane z zewnątrz, mają jeszcze więcej wzruszających cech niż jego smutki. Pewnego razu poważna figurka wkroczyła do szynku na Parliament street, i przemówiła w następujący sposób: „Ile u pana kosztuje najlepsze, ale doprawdy najlepsze piwo?“ „Dwa pensy“ odpowiedział właściciel. „Proszę o kufel tego piwa, tylko żeby był z czubem“.
„Właściciel“, opisuje dalej Dickens, „z dziwnym uśmiechem zmierzył mnie od stóp do głów, a zamiast nalewać piwo zajrzał za parawan i powiedział coś do żony, która natychmiast wyszła z robotą w ręku. Zaczęli mnie oboje rozpytywać o moje nazwisko, mieszkanie, zajęcie, etc. etc. Nie chcąc nikogo skompromitować dawałem zmyślone odpowiedzi. Dali mi piwa, ale mocno podejrzewam, że nie było najmocniejsze jakie mieli. Następnie gospodyni otworzyła drzwiczki od lady i, nachyliwszy się nademną, pocałowała mnie“.
Dickens dotyka tu innej strony życia prostych ludzi, której się stał rzecznikiem. Chce wykazać, że nic tak nie smakuje jak piwo na uczcie biedaka, i że niema większych przyjemności niż przyjemności ubogich. W innych jadłodajniach okazywał jeszcze więcej pewności siebie.
„Pamiętam, jak pewnego dnia zawinąłem w brązowy papier chleb, który mi dano w domu, aby mu nadać wygląd książki, i wyszedłem do naj-