Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


później zapełniał wszystkie swoje dzieła. Czuł się bezwątpienia nieszczęśliwym w nędznym domku gdzie matka jego założyła szkołę, a jednak zaobserwował tam niezgłębioną groteskowość małej pokojówki, którą unieśmiertelnił jako „Margrabinę“. Był niewątpliwie pozbawiony wszelkich wygód w pensjonacie pani Roylance, lecz ze straszliwą radością zauważył, że pani Roylance nazywa się Pipchin. Zdaje się, że niema przeszkód aby tworzyć komedję przeżywając tragiczne przejścia. Te dwa czynniki mogą istnieć równocześnie w tym samym umyśle. Dickens opisuje w swej nieskończonej „autobiografji“, pewne szczególniej żywe i pełne charakteru zdarzenie, które powtarza następnie prawie dosłownie w „Dawidzie Copperfieldzie“. Chodziło o prośbę, wystosowaną na ręce króla, przez komitet więźniów z Marshalsea. Na prezesa komitetu wybrano ojca Dickensa, prawdopodobnie ze względu na jego krasomówstwo; ofiarowano mu również godność sekretarza komitetu, prawdopodobnie ze względu na jego zamiłowanie do piśmiennictwa.
„Wszyscy ważniejsi członkowie komitetu, którzy zdołali wcisnąć się do pokoiku podpisali prośbę. Stary mój przyjaciel, kapitan Porter, (umyty tego dnia, ze względu na ważność chwili), stanął blisko stołu, aby móc czytać prośbę tym, którzy tekstu jej nie znali. Wówczas otwarto drzwi i więźniowie zaczęli wchodzić długim szeregiem, zatrzymując się na korytarzu, aby dać