Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie do rzeczy szczytnych, albo do uczuć oderwanych, osobistych, jak czułość, wierność. Był już wówczas, a według mego zdania, pozostał zawsze, szczerze, uparcie i gorzko ambitnym. Przed upadkiem rodziny miał dość jasny zarys tego, czego chciał w życiu dokonać i jakie miejsce zająć. Można go było wówczas nazywać światowcem, w ścisłem choć nie ujemnem znaczeniu tego słowa, a dzieci świata są o wiele wrażliwsze, niż mieszkańcy niebios. Nawrócony święty wybaczy sobie grzech, światowiec nie wybaczy sobie nigdy jakiegoś „faux pas“. Można uzyskać rozgrzeszenie za morderstwo, lecz niema rozgrzeszenia za rozlanie zupy. Zbyt często zapominamy o wrażliwości światowców, a należy o niej pamiętać w stosunku do inteligentnego, niezrównoważonego chłopca, który snuł marzenia o świetnej przyszłości. Część strapień Dickensa, dotycząca jego położenia w świecie, była najmniej szlachetna, lecz może najbardziej dokuczliwa. Bowiem duma, to nietylko grzech zasługujący na potępienie, (czego świat nie rozumie), lecz również, (rzecz jeszcze mniej rozumiana) słabość, której współczuć należy.
Żywotny tego przykład znajdujemy we wspomnieniach Dickensa. Najboleśniejsze jego chwile nie były spowodowane złem traktowaniem w fabryce, lub głodem. Szczytu upokorzenia doznał na uroczystości rozdania nagród w Królewskiej Akademji Muzycznej, gdy nagrodzono siostrę jego, Fanny. „Nie mogłem znieść myśli, że jestem wy-