Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzucony poza możność wszelkiego szlachetnego współzawodnictwa, poza możność osiągnięcia powodzenia. Łzy lały mi się z oczu, czułem jak serce pęka mi z bólu. Idąc tegoż wieczora na spoczynek, modliłem się o wydźwignięcie z zaniedbania i upokorzeń, w których żyłem. Nigdy przedtem nie cierpiałem tak silnie. W tym bólu nie było zazdrości“.
Nie przypuszczam doprawdy aby zazdrość grała tu rolę, a gdyby nawet i tak było, trudno o to winić biednego chłopca. Było to pewno tylko gorzkie poczucie krzywdy; duch jego czuł się jak dzikie zwierzę w klatce. Pozornie była to drobna sprawa: Dickens, któremu przeszkadzano stać się Dickensem.
Jeśli zestawimy te fakty, to znaczy pozorną beznadziejność tragedji, z tem że dotyczyła ona przeczulonej duszy i osobnika, będziemy mieć typowy przykład upadku ducha. A jeśli do upadku ducha dodamy zewnętrzne okoliczności i uciemiężenie, dosięgniemy beznadziejnych ciemności. Źle odżywiany chłopiec pracował cały dzień w fabryce. Opisał ją później, jako „Dom Murdstone i Grinby“. Wieczorem wracał przygnębiony do domu noclegowego dla chłopców, utrzymywanego przez starą damę. Opisał ją później jako panią Pipchin. Raz na tydzień zaledwie widywał w więzieniu Marshalsea tych, których kochał. Odwiedziny te upokarzały młodzieńczą jego dumę, nawpół męską, a nawpół snobistyczną. W dodatku był fizycznie słaby i ni-