Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/281

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tylko ogromną ilość marnych rzeczy, lecz napisali ogromną ilość ogromne marnych rzeczy. Ludzkość sama kieruje wydawnictwami pisarzy tego kalibru. Wirgiljusz niepotrzebnie usuwał gorsze ustępy ze swoich dzieł, bylibyśmy to sami za niego zrobili. A jeśli chodzi o Dickensa wspomniałem już o specjalnych powodach, które sprawiły, że swoje bezwartościowe dzieła stworzył pod wpływem ambicji, nie mającej nic wspólnego z duchem twórczym: ambicji aby stać się ogólnym publicznym dostawcą, hurtowym składem wszelkich ludzkich wzruszeń. Zaprowadził coś w rodzaju literackich dni sądu. Rozdawał jako nagrodę rolę bohaterów dobrych, a za karę wyznaczał rolę złych bohaterów. Przytoczę jeden z wielu przykładów na poparcie mojej myśli. Postać poczciwego starego życia w „Naszym wspólnym przyjacielu“ (niepotrzebna zresztą i nieprzekonywująca), była wprowadzona poprostu dlatego, że jakiś żydowski korespondent uskarżał się iż postać złego starego żyda w Oliverze Twist‘cie może przyczynić się do wniosku, że wszyscy żydzi są źli. Owa zasada jest tak warjacko bezsensowna, że trudno sobie wyobrazić aby mogła choć na chwilę wywrzeć wpływ na autora. Jeśliby jakiś autor stworzył kiedykolwiek postać złego komornika, musiałby natychmiast zrównoważyć ją przez stworzenie zacnego komornika; jeśliby stworzył nieczułego filantropa, musiałby w tej chwili, choćby mu to przychodziło z trudem i umęczeniem, dać postać dobrotliwego filantropa. Owo wymaganie jest warjactwem,