Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/280

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


roztrząsanie zasług innych autorów; do czegoś w rodzaju świetnych a ujemnych krytyk, w które zaplątał się Swinburne w swem studjum o Dickensie. Lecz moje lekceważenie innych angielskich powieściopisarzy jest zupełnie względne, ani trochę nie pozytywne. Jestem pewny że ludzie będą zawsze powracali do takiego pisarza jak Thackeray, do jego bogatej i dojrzałej uczuciowości, do jego poczucia że życie jest smutną lecz świetną wizją retrospektywną, w której nie powinniśmy niczego pomijać. Jest mało prawdopodobne aby o nim mądrzy ludzie zapomnieli. Tak samo naprzykład mądrzy i uczeni ludzie wracają od czasu do czasu do francuskich liryków odrodzenia, do subtelnej przenikliwości Du Bellaya; powracać więc będą również do Thackeraya. Lecz twierdzę, że Dickens zapanuje nad naszą epoką w ten sam sposób w jaki wielka postać Rabelais‘go zapanowała nad Du Bellayem, zapanowała nad odrodzeniem i nad światem.
Przedewszystkiem podam negatywny powód mego twierdzenia. Te rzeczy, za które Dickensa — i słusznie — potępiają jego krytycy, są to rzeczy, które nigdy jeszcze nikomu nie przeszkodziły w osiągnięciu nieśmiertelności. Główny zarzut stanowi niezaprzeczalny fakt, że Dickens napisał ogromną ilość rzeczy bezwartościowych. Jest to sprawa, z powodu której współcześni wyznaczają autorowi miejsce niższe niż na to zasługuje, lecz która nie wpływa bynajmniej na jego miejsce wieczne. Naprzykład Szekspir lub Wordsworth, napisali nie