Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dopóki Squeers był nudny i okrutny — istniał; chwila w której stał się zabawny i okrutny przyniosła mu zniszczenie. Dopóki Bumble był tylko nieludzki — istniał. Skoro nabrał cech ludzkich, ludzkość starła go w proch. Dla dokonania wielkich aktów sprawiedliwości należy zawsze uprzytomnić sobie nietylko ludzkie cechy uciemiężonego lecz także ludzkie cechy ciemięzcy. Satyryk musi w swym umyśle niejako stworzyć obrazy, zanim je zniszczy jak ikonoklasta. Dickens musiał powołać Squeersa do życia na to, aby go móc zabić.
W związku z zarzutem pospolitego optymizmu, który sobie obrałem za treść tego rozdziału, należy zwrócić uwagę na inną dziwaczną rzecz. Nikt na świecie nie był mniejszym optymistą od Dickensa w sposobie traktowania zła i złych ludzi. W tej chwili mam na myśli optymizm współczesny, który stara się zło pomniejszyć. Nikt mniej od Dickensa nie starał się zła wybielić. Żaden czarny charakter nie był straszniejszy niż czarne charaktery Dickensa. Odmalowywał swych łotrów i straceńców w barwach czarniejszych niż rzeczywistość. Zapełniał swe powieści gatunkiem łotra rzadkim w powieściach współczesnych — łotrem bez żadnej „zbawczej cechy“. Niema zbawczej cechy u Squeersa, ani u Ralfa Nickleby ani u Monksa, ani u Billa Sikesa, ani u Quilpa, ani u Brass, ani u Chestera, ani u Pecksniffa, ani u Jonasza Chuzzlewita, ani u Carkera, ani u Uriah Heepa, ani u Blandois, ani u setki innych. Jeśli chodzi o równowagę między złem a do-