Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/272

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brem w ludzkim charakterze, z pewnością nie możnaby nazwać Dickensa pospolitym optymistą. Uwydatniał zło w sposób melodramatyczny. Możnaby go raczej nazwać pospolitym pesymistą.
Niektórzy uważają prawdopodobnie ową jaskrawość podłości za szczegół sztucznego romantyzmu Dickensa. Zdania tego nie podzielam. Niewątpliwie przejął ów czarny charakter razem z wieloma innemi rekwizytami z tradycji literatury europejskiej. Lecz ożywił łotrów osobliwem i mocnem, swoistem życiem. Nie wykazywał żadnej tendencji do złagodzenia ich podłości w miarę wzrostu umiarkowania w swej epoce. Nie pragnął aby jego łotrzy stali się mniej podłymi. Nie chciał naśladować analizy George Eliot, lub szacowanego sceptycyzmu Thackeraya. Wszystkie dzieła Dickensa mają, jak myślę, podtrzymywać rzecz w nim istotną — a mianowicie jego pragnienie aby się przeciwstawić krzykliwemu i nieobliczalnemu wrogowi. Pragnął podtrzymywać ideę walki, która z konieczności musi być walką przeciw indywidualnej i żywej jednostce. Nie wiem czy wśród dobrotliwego racjonalizmu swej epoki, zachował wiarę w indywidualnego szatana swej teologji, ale faktem jest, że w każdej ze swoich książek stwarzał indywidualnego szatana.
Dobre uzasadnienie dla mego twierdzenia można znaleźć naprzykład w postaci Quilpa. Dickens miał może początkowo niejasny zamiar przedstawienia Quilpa jako zgorzkniałego nieszczęśliwego