Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mu miłośnikowi Dickensa: czy Dickens zyskał czy stracił, na wzroście techniki pisarskiej i na większem prawdopodobieństwie wydarzeń w swych późniejszych dziełach? Jego późniejsze postacie były podobniejsze do ludzi; lecz czyż jego wcześniejsze postacie nie były raczej podobne do bogów? Potrafił w późniejszych dziełach odtwarzać wydarzenia w sposób mniej lub więcej prawdopodobny, lecz gdzie się podział Dickens, który ongi potrafił odtwarzać nieprawdopodobieństwa? Gdzie ten młody poeta, który stwarzał majorów i architektów jakich natura nie ośmieliła się nigdy stworzyć? Dickens nauczył się opisywać życie codzienne tak jak opisywali je Thackeray lub Jane Austen; lecz Thackerayowi nie byłaby nigdy zaświtała myśl, z której powstał Crummles; a przykro wprost pomyśleć o Jane Austen, któraby usiłowała stworzyć Mantaliniego. Wiemy przecież, że istnieje dużo zdolnych powieściopisarzy, lecz jest jeden tylko Dickens. Co się z nim stało?
Pozostał sobą do końca i w swej ostatniej książce, w ponurej i tajemniczej historji Edwina Drooda, ukazuje się po raz ostatni — wspaniały i chwiejny, niby czarodziej, który żegna ludzkość. W samym środku tej skądinąd rozsądnej i raczej smutnej książki, tej szarej historji o dobrym księdzu i cichych wieżach Cloisterhamu, Dickens umieścił z całym spokojem jeden skończenie uroczy i zupełnie warjacki ustęp — szalone i nieprawdopodobne epitafium pani Sapsea: owe epitafium gdzie