Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nego człowieka, bo prezesowie ministrów i książęta krwi byli to ludzie mało znani w porównaniu do Dickensa. Dickens był prawdziwym królem ludu; był jak ci królowie w zamierzchłych czasach, którzy w obecności swych poddanych sprawowali sądy w cieniu dębów. Dickens w istocie sprawował wielkie sądy nad miljonami ludzi i wydawał uniwersały do licznych narodów. Jego bezsprzeczna wszechobecność w każdej dziedzinie życia publicznego była podobna do wszechobecności monarchy. Jego utajona wszechobecność w każdym domu i w każdej komórce prywatnego życia była raczej czemś w rodzaju wszechobecności bóstwa. Całe ludowładztwo ostatnich lat czterdziestu jest dziecinną zabawką w porównaniu do jego władzy nad ludem. Wobec takiej popularności można powiedzieć, że naigrawamy się z naszych polityków, a potrafimy zaledwie znosić naszych autorów. Takiej popularności nigdy nie zobaczymy, dopóki nie będziemy znowu narodem.
Dickens pozostawił za sobą prawie że ponury fragment, „Tajemnicę Edwina Drooda“. Kiedy się przerzuca tę powieść, tragiczny element śmierci autora, łączy się z tragicznym pierwiastkiem samej treści książki, z losem zapalczywego Landlessa albo półwarjackiego Jaspera, który rzeźbił djabły ze swego własnego serca. Budowa powieści jest bardzo dobra. Ręka autora nie straciła zręczności, przeciwnie, wciąż jeszcze na zręczności zyskuje. Lecz skoro przerzucamy tajemnicze kartki, powraca myśl uporczywa, która zawsze towarzyszy prawdziwe-