Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nej satyry. Aby napisać satyrę w rodzaju Rabelais‘go, satyrę, która żongluje gwiazdami i kopie świat jak piłkę, trzeba być samemu opanowanym, a nawet dobrodusznym. Człowiek współczesny jak Nietsche, człowiek współczesny jak Gorki, człowiek współczesny jak d‘Annunzio, nie może żadnym sposobem napisać prawdziwie hulaszczej satyry, gdyż stoi sam na granicy karykatury. Nie może mieć powodzenia jako karykaturzysta, gdyż zdobył powodzenie jako karykatura.
Nadmieniłem o religijnych sympatjach Dickensa dla tego jedynie aby dać przykład jego wewnętrznego umiaru. Niektórzy przytaczają jego napaści na nonkonformistów, jest to mylne oświetlanie sprawy. Przypuszczenie że Dickens mógł odczuwać niechęć do jakiejś teologicznej korporacji jako takiej, byłoby wprost przeciwne duchowi Dickensa i jego epoki. Poprostu każda przesada religijna, czy to protestancka czy katolicka pobudzała go do przesadnej satyry. A więc pogrążył się w opisywaniu pijackiej energji Stigginsa i wynosił aż pod gwiazdy wielomówstwo pana Chadbanka jedynie dla tego, że jego własne pojęcia religijne były zaspokojone przez cichą i bezosobistą modlitwę poranną. Dobrze go też charakteryzuje specjalna nienawiść jaką odczuwał do mów pogrzebowych.
Stosunek Dickensa do polityki jeszcze wyraźniej popiera moje twierdzenie. Niektórzy uważali