Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dużo się biją. Jeśli zliczymy ze ścisłością matematyka kufle piwa i kieliszki wódki pana Boba Sawyera i wyciągniemy stąd wnioski jakie wyciągnąłby patolog, te kufle i kieliszki spiętrzą się groźnie niby fale w czasie przypływu. Dickens stał się hałaśliwym obrońcą picia, gwałtownie je wychwalał, i z wielką przyjemnością opisywał orgje pijackie. Ale sam pił stosunkowo niewiele, co jest dziwnie charakterystyczne dla jego szybkiego i niecierpliwego usposobienia. Tak namiętnie wychwalał puhar, że aż zapominał go wychylić. Jego czynny i gorączkowy temperament nie wymagał dużej ilości wina, lecz jego filozofja ludzkości, jego religja wymagała by pił wino. Według zdrowej europejskiej filozofji wino jest symbolem; według europejskiej religji jest sakramentem. Dickens podzielał owe poglądy i słusznie uważał wino za wielki wynalazek ludzkości, za jeden z obrządków cywilizacji. Abstynent, który wino odrzuca, może mieć po temu swoje jasno określone etyczne powody, tak samo jak inny człowiek może mieć swoje przyczyny jeśli odrzuca wykształcenie lub narodowość, jeśli odmawia pójścia na uniwersytet, lub też do wojska. Ale przez to zaniedbuje jeden z ważnych rytuałów towarzyskich, któremi człowiek wzbogacił naturę. Abstynenci bardzo niefortunnie określają pijaków, kiedy mówią że pijak robi z siebie zwierzę. Człowiek, który pije umiarkowanie, pozostaje zwykłym człowiekiem. Człowiek, który pije nadmiernie,