Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ckensa czemś mniej okropnem od prawdy. Ponury dom, gdzie Arthur Clenham spędził dzieciństwo przygnębia nas, jest to prawdziwy obraz zacisznej ulicy piekła, zamieszkałej przez dzieci tego osobliwego wyznania, zwanego przez teologów kalwinizmem, a przez chrześcijan czczeniem szatana. Lecz musiała tam być popełniona dziwaczniejsza zbrodnia, straszniejsze bluźnierstwo, czy też ofiara ludzka, niż skonfiskowanie jakichś głupich dokumentów, potrzebnych głupim Dorritom. Coś gorszego, niż zwykłe oszukaństwo kryje się poza maskaradą i warjactwem straszliwej panny Havisham. Niezdarzony Quilp zwierzył się szeptem złowrogiej Sally — w dzikiej wilgotnej altanie nad rzeką — z czegoś gorszego niż niezgrabny spisek przeciw niezgrabnemu Kitowi. Owe ponure obrazy możnaby wziąć nieomal za prawdziwe wizje, to znaczy za rzeczy, które Dickens widział, lecz których nie rozumiał.
To samo, co powiedzieliśmy o ponurem tle da się zastosować do tła pogodnego, w powieściach takich jak „Dzwony gwiazdkowe“. Cały nastrój opowiadania utrzymany jest w tonie szczęśliwej jednostajności, pomimo treści nierównej, a miejscami nawet słabej.
Opowiadanie posiada artystyczną jednolitość snu. Sen może się zacząć od końca świata, a skończyć na herbatce towarzyskiej, lecz albo koniec świata będzie trywjalny jak herbatka, albo herbatka będzie przerażająca jak dzień sądu. Wy-