Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


darzenia zmieniają się błyskawicznie; opowiadanie prawie wcale się nie zmienia. „Dzwony gwiazdkowe“, to coś w rodzaju filantropijnego snu, przyjemnej zmory, której dekoracje przesuwają się ze zdumiewającą szybkością — różnorodne jak karty albumu wzorów. Lecz w tym śnie przebija jednolity stan duszy, stan junackiego błogosławieństwa i gorące pragnienie ujrzenia ludzkiego oblicza. Opowieść rozpoczyna się od opisu dnia zimowego i skąpca, a mimo to nie jest wcale ponurą. Autor zaczyna od czegoś w rodzaju radosnego wycia; bije w nasze drzwi jak podpity kolędnik; styl jego jest świąteczny i ludowy; porównywa śnieg i grad do filantropów, którzy „schodzą z wdziękiem“; porównywa mgłę do niezmierzonej ilości piwa. Serooge nie jest naprawdę nieludzkim, ani na początku, ani tembardziej przy końcu. Jego niegościnne uczucia cechuje pewna serdeczność pokrewna wesołości, a więc ludzka. Jest to poprostu zatwardziały stary kawaler i, (jak podejrzewam), musiał przez całe życie rozdawać w tajemnicy indyki. Piękno i prawdziwe błogosławieństwo opowiadania nie leży w mechanicznej jego treści, w mniej lub więcej prawdopodobnej skrusze Scrooge‘a; lecz w wielkiem ognisku prawdziwego szczęścia, które promieniuje poprzez Scrooge‘a i przez całe jego otoczenie; leży w wielkiem ognisku serca Dickensa. Czy widzenia gwiazdkowe były w stanie nawrócić Scrooge‘a, czy też nie mogły tego dokonać, w każdym razie nas nawróci-