Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


unosi się opar, niby w Black Hole[1]; cierpią dla idei. Zwykły zwierzęcy hedonizm nie marzyłby jak my, Anglicy, o zimowych ucztach i małych pokoikach; śniłby o spożywaniu owoców wśród rozległych, leniwych ogrodów. Zwykła zmysłowość dążyłaby do zaspokojenia wszystkich zmysłów. Dla naszych pięknych znów konieczne jest ponure i niebezpieczne tło; najwyższa przyjemność jaką sobie możemy wyobrazić, to przyjemność wyzywająca — szczęście w niebezpieczeństwie. Słowo „wygoda“ nie jest tu słowem odpowiedniem, przywodzi na pamięć wiele oszczerstw o prostej zmysłowości; prawdziwem określeniem byłoby słowo „zaciszność“ — „cosy“, słowo, które właściwie nie da się przetłumaczyć. Jedną z jego koniecznych cech, to drobne rozmiary, drobne rozmiary, które się rozmyślnie przekłada nad wielkość; drobne rozmiary dla miłości drobnych rozmiarów. Dowcipniś wymaga przyjemnej bawialni, a nie dałby dwóch pensów za przyjemny kontynent. Oczywiście, że w naszych trudnych czasach walka o przestrzeń stała się potrzebną. Zamiast łakomić się na piwo i gwiazdkowy pudding, łakomimy się poprostu na powietrze, co jest również zmysłowem pożądaniem. Wśród nienormalnych warunków jest to dążenie mądre, a niezmierzona przestrzeń jest rzeczą doskonałą dla ludzi nerwowych. Lecz nasi ojcowie byli dość zdrowi i wielcy,

  1. Jaskinia w Kalkucie.