Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


taczają ją zawsze kiedy chodzi o uwidocznienie upadku ideatów średniowiecza w stosunku do czasów obecnych. A przecież, strajkując dla otrzymania piwa, święty starzec okazał się znacznie więcej „średniowieczny“ niż głupiec, który go najmował.
Trudno o lepszy przykład na poparcie powyższej teorji aniżeli obrona gwiazdki przez Dickensa. Walcząc o tradycje gwiazdkowe, walczył o starodawną europejską ucztę, pogańską i chrześcijańską zarazem; za trójcę jedzenia, picia, i modlitwy, która współczesnym wydaje się bluźnierczą; walczył za święty dzień, będący właściwie dniem święta. Dickens miał zupełnie dziecinne wyobrażenie o przeszłości. Wystawiał sobie wieki średnie jako konglomerat turniejów i tortur; uważał się także za szorstkiego obywatela wieku przemysłowego, nieomal za utylitarystę. Lecz mimo to bronił zanikającej średniowiecznej uczty przeciwko nadchodzącemu utylitaryzmowi. Widział jedynie zło w średniowieczu, lecz walczył o dobro, które w średniowieczu istniało. I tem szczerzej sympatyzował ze starodawną siłą i prostotą, że znał jedynie dobre ich strony, a nie zdawał sobie sprawy, że było w nich dużo rzeczy przestarzałych. Średniowiecze obchodziło go równie mało jak średniowiecznych ludzi. A zarówno jak oni uznawał wesołość, junacki śmiech, smutne opowieści o dobrych kochankach i przyjemne opowieści o smakoszach. Byłby się okropnie znudził, gdyby Ruskin i Walter Pater zechcieli mu tłumaczyć dziwne odcienie za-