Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


chodów słońca u Lippiego i Boticellego. Obserwacja konających wieków średnich nie sprawiała mu przyjemności, lecz patrzył na wieki średnie żywe, na żywą część wrzaskliwego zabobonu i pozdrawiał ją niby nową religję. Bohaterowie Dickensa spożywali puddingi w ilościach, które przyprawiłyby o mdłości współczesnych badaczy średniowiecza. Gdyż ci badacze są gotowi oddawać cześć każdemu starodawnemu obyczajowi, byle nie potrzebowali go zachowywać. Gotowi są wychwalać na każdy sposób ucztę kościelną, byle w niej nie brać udziału.
Bezwiedny stosunek Dickensa do naszej europejskiej przeszłości, był takim samym jak jego bezwiedny stosunek do Anglji. Wystawiał sobie, że jest czemś w rodzaju kosmopolity; a w każdym razie że jest obrońcą wdzięków i zasług krajów kontynentalnych, przeciwko arogancji naszej wyspy. W rzeczywistości zaś był raczej obrońcą dawnej rodzimej Anglji przeciwko owej niby kosmopolitycznej Anglji, której dożyliśmy. I tu znów nieodparty przykład mego twierdzenia stanowi gwiazdka. Boże Narodzenie, jak powiedziałem, jest jednem z wielu starodawnych świąt europejskich, których treść stanowi połączenie pierwiastka religji z zabawą. Lecz wśród tych świąt jest ono szczególnie i wyraźnie świętem angielskiem, tak przez swój rodzaj zabawy, jak przez gatunek religijnego pierwiastka. Gdyż specjalny charakter obchodu Bożego Narodzenia, (w przeciwstawieniu np.