Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


tej samej zasadniczej warjacji, która zapełnia książkę Dickensa, niby dom warjatów, wrzaskliwymi Chollopsami i bredzącymi Jeffersonami Bricksami. Owem zasadniczem warjactwem jest wyobrażenie, że dobry patrjota, to człowiek, który jest zadowolony ze swojej ojczyzny. Tego rodzaju patrjotyzm był nieznany w małych pogańskich republikach, gdzie począł się nasz europejski patrjotyzm. Był nieznany w wiekach średnich. Gdy w osiemnastem stuleciu powstała współczesna polityka, „patrjota“ był to człowiek niezadowolony, w przeciwieństwie do „dworaka“, który podtrzymywał istniejący porządek rzeczy. We wszystkich innych krajach współczesnych, a szczególniej w krajach jak Francja i Irlandja, gdzie walczono z prawdziwemi trudnościami, słowo „patrjota“ znaczy coś w rodzaju politycznego pesymisty. Temu zapatrywaniu i tym krajom grożą swoiste niebezpieczeństwa i swoista przesada. Lecz przesada i niebezpieczeństwo grożące Anglji jest to przesada i niebezpieczeństwo wypływające z „Water Toast Gazette“. Rzecz, którą nieostrożnie nazwano anglosaską cywilizacją, jest obecnie przesiąknięta marną pychą. Używa tłumów ludzkich nie dla wywołania dyskusji, lecz dla uzyskania rozkoszy jednomyślności. Używa mas ludzkich jako pewnego rodzaju tłumika. Używa narządów opinji publicznej nie dla przestrzegania publiczności, lecz dla uspokojenia jej. Osiąga całkowite powodzenie nietylko jeśli chodzi o ignorowanie reszty świata, ale nawet