Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ność, Dickens wykazywał dostateczne oburzenie. Pewien człowiek pełen anti-abolicjonistycznego zapału przytrzymał go i zaczął przekonywać znanym w obronie niewolnictwa argumentem, a mianowicie, że krzywdzenie lub fizyczne osłabianie niewolników nie leżałoby w interesie materjalnym ich właścicieli. Dickens opisuje ten wywiad w sposób następujący: „Odrzekłem mu spokojnie, że nie leży również w interesie człowieka upijać się, lub kraść, lub zgrywać w karty, lub też oddawać się innym nałogom, a jednakże wszystko to człowiek robi. Zaś okrucieństwo i nadużywanie praw, za które się ma zapewnioną bezkarność, są to dwie złe namiętności ludzkiej natury, z których zaspokojeniem wzgląd na własny interes, czy też ruinę, nie ma nic wspólnego“... Niewątpliwie Dickens w swej odpowiedzi mówił rzeczy zdrowe, logiczne i niezbite, pozwalam sobie jednak wątpić, czy wypowiedział je spokojnie.
Powrócił do kraju na wiosnę roku 1842. W tymże samym roku, tylko nieco później, pojawiły się „Notatki amerykańskie“ i krzyk, który podniósł się przeciw niemu, po poruszeniu kwestji prawa przedruku, zamienił się w ogłuszający wrzask. Jednakże czytając „Notatki“ znajdujemy w nich mało rzeczy obraźliwych i, prawdę powiedziawszy, mniej są one zajmujące niż inne dzieła Dickensa. Nie są to prawdziwe obrazy Ameryki, nie są to nawet prawdziwe wizje Dickensa o Ameryce, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, wyłączył z nich