Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiem o tej sprawie w ciągu dwóch miesięcy, dodam tylko, że lękam się, iż najcięższy cios zadany wolności, będzie zadany przez to państwo, przez to, że dany przezeń przykład zawiedzie“.
Oczekujemy jeszcze spełnienia tej przepowiedni; jak dotąd, nikt nie może powiedzieć, że była ona fałszywą.
Dickens pojechał na zachód do wielkich kanałów; pojechał na południe i dotarł do strefy niewolnictwa; zwiedził Amerykę powierzchownie, lecz zwiedził ją w całości. Większość jego wrażeń była z pewnością przyjemna, pomimo że wściekał się z góry na właścicieli niewolników, mimo że przysięgał, iż nie przyjmie żadnego publicznego hołdu w kraju niewolników (przyrzeczenie to złamał pod naciskiem południowej gościnności). Jednakże jego rzeczywiste zderzenia z niewolnictwem i jego obrońcami były nielicznie i krótkie. W czasie tych zderzeń zachował się ze zwykłą sobie żywością i ogniem, lecz byłoby wielką pomyłką wyobrażać sobie, że jego umysłową reakcję przeciw Ameryce spowodował głównie, a nawet w znacznej mierze, wstręt dla sprawy murzyńskiej. Więcej niż na obłudę, o której mówiliśmy, więcej niż na monotonny dźwięk słów, skarżył się na złe wychowanie; i w szerokich zarysach jego anti-amerykanizm zdawał się być ugruntowany raczej na spluwaniu niż na niewolnictwie. Jeśli wszakże nasuwała się sposobność dyskutowania o pierwotnej moralności prawa pozwalającej posiadać człowieka na włas-