Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rozmyślnie wszelkie wzmianki o prawie przedruku, która to kwestja dała mu sposobność ocenienia, do jakiego stopnia posuwać się może tyraństwo demokracji. Po drugie, krytykuje on tu głównie Amerykę za wady, które nie są specjalnie amerykańskie. Naprzykład oburza się na złą organizację więzień, porównując je z więzieniami angielskiemi w Goldbath Field, pozostającemi pod nadzorem porucznika Tracey i kapitana Chestertona, dwóch reformatorów więziennictwa, dla których Dickens miał wysokie poważanie. Przecież był to prosty przypadek, że amerykańskie więzienia stały niżej od angielskich. Nie było i nie ma w duchowości amerykańskiej nic, coby stanęło na przeszkodzie wprowadzeniu reform Traceya i Chestertona, nic coby przeszkodziło w zaprowadzeniu tego, czego pieniądz, energja i organizacja może dokonać. Ameryka mogłaby mieć (a o ile wiem, ma), system więziennictwa lepszy, więcej ludzki i skuteczny, niż wszystkie inne narody. A pomimo to złośliwy duch Ameryki mógłby dalej działać — mogłoby istnieć dalej to, co czyniło Pograma i Chollopa tak drażniącymi i bezsensownymi. Dickens miał teraz zadać złośliwemu duchowi Ameryki drugi, zupełnie odmienny cios.
W styczniu 1843 r. pojawił się pierwszy odcinek powieści pod tytułem: „Marcin Chuzzlewit“. Początek książki i koniec jej, które nic wspólnego z Ameryką i kwestją amerykańską nie mają, wymagają mimo to paru słów wzmianki. Lecz poza