Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mów, w których napadał na amerykańskie prawo i teorję w tej sprawie, przedstawiając ich niesprawiedliwość zarówno względem angielskich pisarzy, jak i względem amerykańskich czytelników. Wrażenie, które wywołał zdumiało go. „Myślę, że nie istnieje na ziemi kraj“, powiada, „gdzieby było mniej wolności opinji w zakresie spraw, co do których może być duża różnica zdań. Piszę te słowa niechętnie, z rozczarowaniem i smutkiem, lecz wierzę w to co piszę całą duszą... Sam fakt że ja, człowiek w Ameryce obcy ośmieliłem się zwrócić uwagę Amerykanom, że istnieje rzecz, którą rozstrzygają niesprawiedliwie, zarówno dla swych współziomków jak i dla nas, zdumiała najśmielszych. Washington Irving, Prescott, Hoffman, Bryant, Halleck, Dana, Washington Allston — każdy kto w kraju tym pisze, jest w tej sprawie zainteresowany, lecz żaden nie śmie podnieść głosu, nie śmie oskarżyć wstrętnego prawa... Zdumiewa fakt, że znalazł się na ziemi człowiek dość śmiały, by wykazać Amerykanom, że mogą wogóle źle postąpić. Chciałbym, abyście byli widzieli twarze, które ja widziałem po obu stronach stołu w Hatford, skoro zacząłem mówić o Scottcie. Chciałbym, abyście byli słyszeli, w jaki sposób to wypowiedziałem. Krew się we mnie burzyła skoro pomyślałem o potwornej niesprawiedliwości i poczułem się wysoki na dwanaście stóp, kiedy im to w twarz rzuciłem“.
Obraz ten to nieomal portret Dickensa. Ma się