Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w oczach wyprostowaną, drobną postać o twarzy i włosach w ogniu.
Oto między innemi powody, dla których Dickens gniewał się na Amerykę. Lecz były również powody, dla których Ameryka złościła się na Dickensa. Nie przypuszczam, jak Dickens, aby oburzenie przeciwko jego mowom w sprawie prawa przedruku, było spowodowane jedynie nacjonalistyczną bezczelnością i zarozumiałością. Ameryka jest tajemnicą dla każdego prawego Anglika, lecz zdaje mi się, że Dickens potrafił położyć rękę na jej czułym nerwie. W każdym razie jest jedna rzecz, uderzająca dla każdego Anglika, który ma szczęście posiadać amerykańskich przyjaciół, a mianowicie: jeśli niema materjalizmu równie surowego lub też równie materjalistycznego jak amerykański, niema również idealizmu, równie surowego lub też równie idealnego. Ameryka robi na każdym Angliku wrażenie, że jest miękką w nieodpowiedniej chwili a także i twardą w nieodpowiedniej okoliczności; będzie grubiańską właśnie tam, gdzie każdy cywilizowany człowiek okaże się delikatnym, a delikatną, tam, gdzie każdy dojrzały człowiek jest grubianinem. Naród ten ma piękne ideały, lecz stosuje je opacznie. Rzecz, o której myślę została odczuta jedynie przez Stevensona i opisana w jego „Rozbitku“; została zobrazowana w niezgrabnej delikatności Jima Pinkertona. Ameryka ma świeżą subtelność — ordynarną, bujną ogładę. Lecz jest inny jeszcze sposób wyrażenia mojej