Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


znacznie większą i więcej imponującą, niż nią jest w rzeczywistości. Walczył o prawa uciemiężonych nonkomformistów (dyssydentów), lecz wstrętem go napawała namaszczona zdawkowa powaga, którą wszystko okraszali, i przedstawiał im jako potworne zwierciadło tłustą, plugawą twarz Chadbanka. Widział, że pan Podsnap zbyt nisko cenił miejscowości znajdujące się po za Anglją. Lecz zdawał sobie również sprawę, że pani Jellaby miała o nich zbyt dobre wyobrażenie. W ostatniej swej książce uosobił w panu Honeythunder wstrętny, ale zdrowy, obraz haseł liberalnych wypowiadanych przez antiliberalnego człowieka. Lecz może najlepszym dowodem równowagi i zdrowego rozsądku Dickensa jest to, że mimo swego dogmatyzmu nie związał się nigdy z przygodnym dogmatem, nie wpadł nigdy w „cul de sac“ społecznego lub ekonomicznego fanatyzmu; kroczył szeroką drogą rewolucji. Nie uznał nigdy, że z domów zarobkowych należy zrobić ekonomiczne piekło, zarówno jak by tego nie uznał Rousseau. Nie mówił nigdy, że państwo nie ma prawa kształcić dzieci lub się niemi opiekować, zarówno jak nie mówił tego Danton. Był zapalonym radykałem, lecz nie był radykałem z Manchesteru. Używał próby utylitaryzmu, lecz nie był nigdy utylitarystą. Podczas gdy ekonomiści pisali słodkie słówka, on pisał „Ciężkie czasy“, rzecz, którą Macaulay nazwał: „posępnym socjalizmem“, ponieważ nie była to powieść oportunistyczna.
Lecz Dickens nie był nigdy socjalistą, tak