Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O owem zróżniczkowaniu należy pamiętać przy wszystkich kłótniach Dickensa, a zwłaszcza przy sprawie do której obecnie przystępujemy, a którą nazwać możemy jego wielką kłótnią z Ameryką. Sprawa ta jest typowym przykładem stosunku Dickensa do zewnętrznych okoliczności, a szczególniej do wszystkiego co trąci polityką. Dlatego poproszę o pozwolenie zbliżenia się do owej kłótni inną, nieco okólną drogą.
Zdrowy rozsądek jest to czarodziejska nić słaba i cienka; znika jak babie lato. Dickens, (w wielkich rzeczach) nigdy tej nici nie zatracił. Weźmy jako przykład jego zapatrywania lub kierunek polityczny, przez przeciąg całego życia. Zapatrywania oczywiście mogły być słuszne lub fałszywe, reformy, które popierał, mogły być udatne lub chybione, ocena tego nie jest celem tej książki. Lecz jeśli porównamy Dickensa z innymi ludźmi, którzy chcieli tego samego, (albo z ludźmi przeciwnego obozu, którzy chcieli rzeczy przeciwnych), odczujemy wybitny brak obłudy, wybitne poczucie ludzkości takiej jaka jest rzeczywiście, oraz wiecznej jej słabości. Dickens był zażartym demokratą, lecz znakomicie wydrwiwał pospolity typ zarozumiałego radykała o czerwonej twarzy, który mówił: „Proszę mi tego dowieść“, za każdem zdaniem wygłoszonem przez kogoś innego. Wałczył o prawo wyborcze, lecz nie rozgrzeszał wyborców. Wierzył w rządy parlamentarne, lecz nie twierdził, jak twierdzą współcześni dziennikarze, że parlament jest rzeczą