Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jak nie był indywidualistą, a już napewno nie był posępny. Nie był nawet żadnym politykiem. Był to poprostu człowiek o jasnych, świeżych zapatrywaniach na rzeczy, które nie podniecały jego osobistych uczuć, i zdawał sobie sprawę że każda teorja, która opiera całkowicie życie państwowe na jednej sile lub jednym czynniku jest prawdopodobnie bez sensu. Skoro tylko filozofja liberalna traktowała o czemś ciężkiem, twardem lub bezdusznem, instyktownie to odrzucał. Był może zbyt romantyczny, lecz chciał mieć do czynienia li tylko z rzeczywistością. Zbytnio może cenił wolność, za to nie cenił wcale „laissez faire‘yzmu“.
Z pomiędzy wielu ciekawych przyczynków, które wynikły z kontaktu Dickensa z Ameryką, najwyższym i najwybitniejszym jest właśnie ów ostateczny przykład jego dziwacznej i niespodziewanej zimnej krwi i otwartości, jego nagłej i sensacyjnej trzeźwości. Oburzenie Amerykanów było naturalne i nieuniknione, zupełnie niezależnie od kwestji dokładności obrazów amerykańskich Dickensa. Trzeba tu brać pod uwagę czas, w którym sprawa ta miała miejsce.
Przy końcu zeszłej epoki cała nasza chrześcijańska cywilizacja została zbudzona dźwiękiem trąb i wezwana do wzięcia udziału (często z zaspanemi jeszcze oczami) w zdumiewającym Armageddonie. Niemcy i Austrja stanęły po stronie dawnego porządku, Francja i Ameryka po stro-