Strona:Głodne kamienie.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

wwiedź mnie w ciepły blask twych słonecznych komnat!“

Lecz kimże ja jestem? I jakże cię mogę ocalić? Jakąż tonącą piękność, jaką wcieloną namiętność mam wyciągnąć na brzeg z tego dzikiego wiru marzeń! Ach, ty lube, eteryczne zjawisko! Gdzieżeś kwitła i kiedy? Nad jakiemże zimnem źródłem, w cieniu jakich gajów palmowych urodziłaś się — w łonie jakiej bezdomnie wędrującej pustynią tułaczki? I któryż Beduin wyrwał cię z ramion matki, ledwo rozchylający się pączek dzikiego pnącza, i zawiózł na targ niewolników — w któremże królestwie? I któryż gorliwy sługa Padyszacha, który cię tam ujrzał w wspaniałości kwiecia twej czystej niewinności, zapłacił złotem za ciebie, wsadził cię w złotą lektykę i zawiózł cię jako dar dla seraju swego pana? A tu znów historja tego miejsca! Muzyka sarengu[1] brzęk nagolenic, nagły błysk sztyletów, paląca trucizna win z Sziras i to nawskroś przeszywające, rozżarzone spojrzenie! Jakaż niezmierna wielkość — jak bezgraniczna niewola! Niewolnice po twej prawicy i lewicy wywijały czamarami[2], a łuna biła od ich brylantami wysadzanych naramienników; Padyszach, król królów, rzucił się do twych białych jak śnieg stópek, tkwiących w trzewiczkach, wysadza-

  1. Pewien rodzaj skrzypiec.
  2. Ogon jaka, w Azji oddawna oznaka godności królewskiej.