Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wysiłku nosił na plecach starego byka. Grupa mnichów uprawiała gimnastykę oddechową, podług przepisów indyjskiej Hatho-Jogi.
W innem znowu miejscu jacyś przyjezdni książęta ćwiczyli się w strzelaniu z łuków do celu, przedstawiającego ulepione z gliny głowy Chińczyków. Strzelali z odległości 50 kroków; niektórzy z łuczników dobrze władali tą tradycyjną bronią mongolską.
Po powrocie do miasta poczułem w głowie jakiś chaos — skutek tego wszystkiego, com widział i słyszał podczas minionej, fantastycznej nocy bezsennej i drażniącej nerwy.
— Gdzie jestem? W jakim czasie żyję? — pałały w moim mózgu pytania.
— 130 dni życia... Krwawy generał — wcielony „bóg wojny“... zbawiciel narodów... — błyskawicznie mknęły myśli, odtwarzając wrażenia z podróży do siedziby Buddhy... Jednocześnie jeszcze niewyraźnie, wprost odruchowo odczuwałem w tym chaosie ideę jakiegoś wielkiego planu i nie dającą się opisać mękę człowieka...