Strona:Ferdynand Ossendowski - LZB 03 - Krwawy generał.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XI.
W PAŁACU „ŻYWEGO BOGA“.

Po obiedzie wpadł po mnie generał.
— Chcę przedstawić pana Bogdo-Chanowi-Hutuhcie! — zawołał.
Rzadko komu udaje się widzieć „Żywego Buddhę“, więc naturalnie odrazu porwałem palto i czapkę i byłem już w samochodzie.
Zatrzymaliśmy się u wrót żółtego, w czerwone pasy muru, otaczającego pałac „boga“. Parę setek lamów w szatach czerwonych i żółtych rzuciło się na spotkanie „dziań-dziunia“, który za wyzwolenie Mongolji otrzymał od „boga“ tytuł „chana“. Z wielkim szacunkiem towarzyszyli nam tłumnie do wejścia pałacu.
Wprowadzono nas do obszernej, mrocznej sali. Rzeźbione, ciężkie drzwi prowadziły do apartamentów wewnętrznych. W głębi stał szeroki, niski tron z kilkoma jedwabnemi poduszkami. Oparcie dla pleców było pokryte czerwonym aksamitem i otoczone złotą lamą. Z obydwóch stron stały żółte parawany w ramach