Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zwróć Twe oczy ku nam i daj znak, iż słyszysz!
I modlącym się wydawało, że oczy obrazu poruszały się i patrzyły na tłum.
Rajewski opowiadał, że pewnego razu, gdy Rasputin pozował mu do portretu, ktoś z bardzo znanych arystokratów zajechał samochodem i, wbiegając do pracowni, zawołał, padłszy na kolana przed Rasputinym.
— Ojcze, brat mój umiera! Ratuj...
Rasputin natychmiast wstał i, nie narzucając futra, zaczął zbiegać schodami na dół, szepcąc:
— Boże, Boże, Twórco życia, pozwól zdążyć na czas!
W pałacu Rasputin znalazł już starszego człowieka w straszliwym ataku astmy, wzmożonym przez atak sercowy. Chory był już bez przytomności. Rasputin długo wpatrywał się mu w twarz, a potem zawołał, czy ściślej mówiąc, zawył, jak wyje przerażony pies w długie, zimowe noce:
— Dlaczego nie wołasz o pomoc Boga?! Dlaczego nie prosisz Go: „Odwróć odemnie chorobę moją i daj mi, Twórco, siły, chwalić Imię Twoje przesławne“! Obudź się i powtórz te słowa modlitwy mojej! Obudź się!
— Czy może pan sobie wyobrazić? — opowiadał Rajewski, — że hrabia poruszył się, otworzył zdziwione oczy, przycisnął ręce do serca i słowo