Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


myśli żyły w tej głowie, tak poważnie i powolnie ruszającej się na długiej, cienkiej szyi? Co czuło to serce zbrodniarki?
A była to przestępczyni wielkiej miary. 20 ludzi, zamordowanych przez tę „wiedunję“, wykryły sądy różnych gubernji, gdyż trucicielki nie mogą, rzecz prosta, pozostawać na jednym miejscu, przenoszą się więc gdzieindziej po dokonaniu zbrodni, opłacanej pieniędzmi, lub podarkami.
Naraz w więzieniu gruchnęła wieść, że wykryto nową zbrodnię tej kobiety. Jakiś sąd na południu Rosji dowiódł, że spadkobiercy pewnego obywatela doszli do majątku przy pomocy Gulkinej. Otruty został właściciel i kilku bezpośrednich spadkobierców, poczem nieprawni spadkobiercy uzyskali majątek. Sprawa się rozwijała szybko, aż nareszcie przyszło pismo, żądające przesłania zbrodniarki z Syberji na południe Rosji.
Kobieta stała się jeszcze bardziej czarną, poważną i powolną. Wcale już nie podnosiła oczu i prawie nie odzywała się do nikogo.
Sąsiadki z celi więziennej rozumiały, że Gulkina przeczuwała, że będzie skazana na śmierć. Tymczasem kobieta owa całymi dniami chodziła po dziedzińcu więziennym, nisko opuściwszy głowę i uporczywie wpatrując się w ziemię.
— Śmiertelna trwoga trapi ją, — objaśniali