Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mnie aresztanci. — Tak zawsze bywa z temi, którzy wiedzą, że będą straceni.
Nareszcie wyznaczono dzień, w którym zamierzano wywieść ją do Rosji. W noc przed wyjazdem „wiedunja“ nagle zachorowała; pokryta potem, wiła się w bólach, nareszcie zaczęła słabnąć i zemdlała. Ocucono ją, poczem usnęła. Nad rankiem dozorczyni zauważyła, że kobieta leży w nienaturalnej pozycji. Podszedłszy, przekonała się, że aresztantka nie żyje.
Zbrodniarka sama wymierzyła sobie sprawiedliwą karę, za pomocą jakichś trujących traw, które znalazła, gdy wpatrzona w ziemię błąkała się po podwórku więziennem. Kilka ździebeł tej trawy znaleziono w supełku, zawiązanym na rogu chustki.




Pogaństwo.

Pośród ludów Europy od dawna znikły namacalne ślady pogańskich kultów. Przeszły one do muzeów, w dziedzinę badań archeologicznych.
Doprawdy, czyż moglibyśmy uwierzyć, żeby gdzieś w 150–200 kilometrów od Berlina ludność składała ofiary całopalne bogowi Torowi, lub żeby we Francji modlono się po nocach do dusz walecznych poległych nad Marną lub pod Verdun?