Strona:Ferdynand Ossendowski - Cień ponurego Wschodu.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ków powoduje odrazu dochodzenia sądowe i wymierzenie sprawiedliwości, przeto pałający zemstą człowiek ucieka się do innych sposobów, w których mu pomaga „wiedunja“, czyli stara kobieta, która zna się na trutkach wszelkiego rodzaju.
Te rosyjskie wiejskie Lokusty są doskonałemi botanikami, a coraz częściej zapominana i zarzucana władza właściwości różnych traw, ziół, kwiatów i korzeni przechowuje się starannie pośród „wiedźm“. Te kobiety przez cały prawie rok, z wyjątkiem chyba najsurowszych miesięcy zimowych, błąkają się po polach i puszczach, zbierając rośliny, potrzebne dla uzdrowienia, lub uśmiercenia ludzi, oraz dla różnych czarodziejskich praktyk.
Takie trucizny roślinne jak strychnina, koniina, nikotyna, atropina, brucyna, morfina; trucizny gnijącego mięsa (kadaweryna, putrescyna); trucizny specjalnych gruczołów żmij, pająków, żab; trujące zarazki słupca (tetanus) i innych bakteryj, żyjących na błotnych i leśnych roślinach, są znane „wiedunjom“, tym dziedziczkom wiedzy pogańskiej.
Wiedza trucicielska jest otoczona największą tajemnicą, którą jedna „wiedunja“ pozostawia drugiej, przez nią wychowanej i nauczonej. Często się zdarza, a czasem staje się to prawie obowiązkowem, że „wiedunje“ bywają głucho-nieme, czasem od urodzenia, czasem zaś sztucznie okaleczone przez „wiedunję“, która albo kradnie