Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


powickiego, który okrutnie się srożył na Litwie, wyjechały. Udały się one, omijając większe miasta, w spokojne okolice pod Sieradzem. Małżonka pana Ksawerego miała tam możnych krewniaków, nieraz przebywających na dworze księżny Łowickiej, a więc powaga i imię małżonki wielkiego księcia skutecznie broniły ich przed swawolą i bezprawiem moskiewskich zbirów.
— Cóż zamierzasz czynić ze sobą, kawalerze? — pytał pan Truszkowski. — Może będziesz się przedzierał do Chłopickiego? Dam ci tedy przewodnika, bo u nas tylko lasami przekraść się można.
— Nie, ja na Litwie pozostanę! — odparł Lis. — Tu należy niepokoić Rosjan i podnieść powstanie, bo tego najbardziej obawiają się w Petersburgu.
— W sedno utrafiłeś, asanie! My też tak suponujemy, ino, niestety, nie idzie to po myśli dyktatora i rządu, bo zwlekają tam, marudzą.
To rzekłszy, pan Ksawery zaczął szeptać do Lisa:
— My tu już na własną rękę zaczynamy szczypać „mochów“ i psować im zabawę. Potworzyły się tu kupki powstańcze, tymczasem luźne, trudniące się partyzantką i podjazdami. Niech któryś z polskich wodzów polskich marsz na Litwę rozpocznie, wtedy wszyscy się połączą, bo teraz, gdy z Warszawy o kampanji litewskiej niema słuchów, — podręczniej i przezpieczniej jest małemi oddziałami grasować, napadać, kryć się i, znów wychynąwszy z puszczy, rozbrajać po miasteczkach drobne załogi moskiewskie, przeła-