Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pywać tabory i pocztę, psuć mosty i wszczynać hałas niepokojący przeciwnika.
— Na Litwę pójdzie korpus generała Kreutza — wtrącił Lis.
— Wiemy już, że jakieś siły zostały tu pchnięte. Czekamy na nie! — mówił szlachcic. — Tymczasem mamy tu już kilka oddziałów, a prowadzą je zapalone głowy. Przeciszewski, Giedrym, Jacewicz i Borysiewicz myszkują na Żmudzi i bardzo niepokoją okrutnika Werzilina; w mińszczyźnie pułkownik Radziszewski ma pod bronią 3.000 chłopa i tabory przednie; u nas w Wileńszczyźnie partyzantkę uprawiają Załuski, panna Emilja Platerówna, dziewica zgoła kawalerskiej fantazji, no, i mój syn!... W augustowskiem do dużych poczynań przygotowane są partje Szona i Puszeta, inni już rozpoczęli harce na Wołyniu i Podolu... Możni panowie też gotowi pułki wystawić, chociaż Warszawa o tem jeszcze, ponoć, wcale nie myśli...
— Panie Truszkowski! — zawołał Lis. — Proszę o przewodnika do oddziału syna pana. Będę wiernie służył mu i bronił, bo... bo...
— Bo co? — zapytał szlachcic, patrząc na nagle zarumienioną i zmienioną twarz chłopaka.
— Bo jest on bratem panny Juljanny! — wybuchnął Lis szczerym głosem.
— Ach, to tak?... — mruknął szlachcic.
— Tak! Panna Juljanna zrobiła ze mnie Polaka i nauczyła, jak mam pokierować życiem swojem...